wtorek, 11 kwietnia 2017

I 2 I Evan

Nie do końca wiedziałem co robić. Nie uśmiechało mi się za bardzo wychodzić stąd i szukać sobie towarzystwa. Z nudów otworzyłem ogromną walizkę i przeglądałem różnorakie rzeczy, które przytargałem ze sobą. Naglę, usłyszałem kliknięcie klamki za moimi plecami, więc szybko się w tym kierunku obróciłem. W szeroko rozwartych drzwiach stanął chłopak mniej więcej mojego wzrostu. Nie widząc mnie przy samym wejściu, bezceremonialnie rzucił torbę, którą trzymał, na ziemie. Gdy wreszcie uniósł tęczówki w moją stronę, wyglądał jak spetryfikowany. Nie odezwał się nawet słowem, a jego oczy się rozszerzyły. Nie do końca wiedziałem, jak na to zareagować, wiec po prostu staliśmy w ciszy, jednak widząc, że chłopak chyba nawet nie mrugał, przełknąłem głośno ślinę i  wysiliłem się na szeroki uśmiech.
-Cześć, jestem Evan i prawdopodobnie będziesz musiał wytrzymać ze mną dość długi czas.-podeszłam i wyciągnąłem pewnie dłoń w stronę nieznajomego. Obserwowałem jego twarz, ale w momencie, gdy zauważyłem, że coś nie tak jest z jego nosem, zjechałem niżej.  Miał ogromną, szkarłatną plamę na koszulce. Zrobiłem krok w tył, kąciki moich ust zgięły się w drugą stronę, a moja wyciągnięta ręka prawie ugięła się ku dołowi. - Widzę, że już pierwszego dnia nie próżnowałeś...



poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Jesse~2

Z walizką pełną ubrań i komiksów wszedłem do budynku, w którym od tego czasu będę mieszkał oraz uczył się aż do ukończenia szkoły. Na szczęście nie musiałem trudzić się jakimikolwiek formalnościami, bo mój ojciec wszystko za mnie załatwił, byłem mu za to bardzo wdzięczny, bo nie lubię za bardzo kłopotać się takimi sprawami. Dzięki temu, że jestem bogatym, słodkim chłopcem, wiedziałem, że poradzę sobie nawet w takim okropnym miejscu jak to. Kierowałem się powoli w stronę pokoju numer 21, który najprawdopodobniej będę z kimś dzielił i miałem nadzieję, iż mój współlokator nie będzie jakimś tępym osiłkiem. Idąc prosto przez korytarz ze ścianami w kolorze zgniłozielonym rozmyślałem o tym jaki mógłby być mój idealny współlokator i w pewnym momencie stwierdziłem, że było to do mnie bardzo niepodobne i nie do końca to wszystko rozumiałem. Lekko zażenowany, ze spuszczoną głową szedłem dalej i nagle z prawej strony ktoś o masywnej posturze szybkim ruchem otworzył drzwi (najprawdopodobniej było to pomieszczenie, w którym odbywają się zajęcia dla osób zamieszkujących to miejsce).
Zostałem solidnie uderzony w twarz przez co upadłem na ziemię i jakiś czas zastanawiałem się co właściwie się stało. Przez kilka sekund spoglądalem z głupkowatym wyrazem twarzy na jakiegoś, najprawdopodobniej, tępego osiłka o zielonych oczach i jasnych blond włosch, który patrząc na moją dłoń próbującą zatamować krwotok z nosa dał radę wykrztusić tylko:
''Yyyyy...nic ci nie jest młody?'' po czym wziął mnie na ręce (w sumie było to dla mnie wielkim szokiem, bo mam około metr osiemdziesiąt wzrostu i jestem dość dobrze zbudowany) i z lekko zaczerwienioną twarzą zacząłem kierować się z blondynem najprawdopodobniej w stronę gabinetu pielęgniarki.
Po chwili spostrzegłem, że idzie za nami niska Azjatka z wielkimi czarnymi okularami na drobnym nosie i z trudem niesie moją torbę.
-Wiesz, dziękuje ci, ale chyba dam radę iść sam...- powiedziałem speszony całą tom sytuacją  po czym zielonooki chłopak postawił mnie na ziemię i podziękowałem niskiej dziewczynie za zabranie mojej walizki spod klasy. Urocza krótkowłosa Azjatka schowała się za plecami zdziwionego osiłka i oboje spoglądali na mnie ze zdziwieniem.
-Masz całą zakrwawioną koszulkę..- wydukała mała osóbka cichym, subtelnym głosem.
-Chodź młody, zaprowadzimy cię do pielęgniarki- oznajmił blondyn i skierował się w prawą stronę korytarza do pomieszczenia oznaczonego numerem 35.

Kiedy weszliśmy do gabinetu młoda kobieta w białym fartuchu z dużym dekoltem, o całkiem niezłych kształtach spojrzała na moją zakrwawioną twarz, po czym zwróciła wzrok w stronę blondyna mówiąc:
''Znowu kogoś uderzyłeś... Tyle z tobą kłopotów, John, chyba będę zmuszona cię ukarać'' w tym momencie spojrzałem pytająco na zaczerwienionego blondyna (całkowicie nie pasował do niego ten wyraz twarzy) i widocznie rozzłoszczoną tą całą sytuacją niską uczennicę stojącą obok niego.
Po założeniu opatrunku pożegnałem się z Johnem i jego przyjaciółką.
Nagle zrozumiałem że pokoje są całkowicie pomieszane i pokój 21 był na przeciwko gabinetu pielęgniarki. Byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy, że nie muszę znowu błądzić po tej obskurnej szkole i postanowiłem stanowczo wejść do środka, nacisnąłem klamkę, uchyliłem szeroko drzwi, rzuciłem moją torbę na ziemię i nagle zamurowało mnie po tym jak ujrzałem kogoś urokliwego, kto najprawdopodobniej był moim współlokatorem, doszło do tego, że wpatrywałem się tak przez dłuższą chwilę (co było do mnie dość niepodobne).