wtorek, 13 lutego 2018

I4I Evan



-Gdyby tak było, zamknęli by cie raczej trochę w innego rodzaju miejscu, nie?-zaśmiałem się. 
Usiadłem na swoim łóżku i poświęciłem tym razem całą uwagę chłopakowi, który stał niestety tyłem do mnie. 
Naglę Jessie upuścił jakiś tom na podłogę, z którego, niczym wachlarz wypadły zapełnione czymś kartki. Chciałem się bardziej im przyjrzeć, ale blondyn zaczął je pośpiesznie zbierać. 
-Rysujesz?-spytałem, wstając z łóżka i powoli krocząc ku chłopakowi. Pomyślałem, żeby się schylić i zatrzymać jego ręce, zanim wszystko schowa, ale skarciłem się, powstrzymałem w ostatnim momencie i tylko popatrzyłem się na niego z góry. 



poniedziałek, 12 lutego 2018

Jesse 4

Zaczalem wypakowywac ubrania z torby przy czym dyskretnie, co jakis czas, odwracalem sie by spojrzec jak Evan spoglada w swoje lustrzane odbicie.
-Nie wiem, czy to dobry pomysl by juz pierwszego dnia o tym rozmawiac, jeszcze uznasz mnie za wariata, czy cos w tym stylu.- powiedzialem dosc przesmiewczym tonem, nadal nie odwracajac sie do wspollokatora. 
Po chwili zaczalem wypakowywac komiksy. Znow lekko nachylilem glowe, by na niego spojrzec i zobaczylem jak jego palce rozplywaja sie w kreconych wlosach o kolorze czekolady. Gdy widzialem to w jaki sposob usmiecha sie do swojego odbicia sprawil, ze lekko parsknalem smiechem. Chwile po tym zrobilo mi sie odrobine glupio i przez to, ze  sie rozkojarzylem wypadl mi z reki drugi tom Sandmana, a z nim kilka rysunkow, ktore specjalnie byly ukryte w srodku.
To chyba najgorsze co moglo mi sie w tamtym momencie przytrafic, (serio nie lubie gdy ktos je widzi, czuje sie wtedy naprawde zle, nawet moge przyznac, ze tego niecierpie) pospiesznie zaczalem je podnosic z puchatego dywanu obok mojego lozka i mialem nadzieje, ze Evan ich nie zobaczy.

I3I Evan




Poczułem, że cała pewność siebie już do reszty wyparowała, gdy Jessie  przyciągnął m nie delikatnie do siebiee, chwytając za dłoń. Chłopak najwyraźniej speszył się jeszcze bardziej po tym geście. Strojąc dalej w tym samym miejscu nie spuszczałem z niego wzroku. Nie wiedziałem, czy powinienem coś jeszcze powiedzieć, więc wpatrywałem się w jego plecy.
-Więęęc.-zaczełem, przeciągając.- dlaczego cie tu zamknęli?- Nie pytałem głównie z ciekawości, tylko z troski o moją twarz, którą właśnie oglądałem w zawieszonym lusterku. Wyglądałem tak dobrze, że uśmiechnełem się do mojego odbicia.
-Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, spoko, rozumiem. Pewnie też jesteś nieźle wkurzony. - dodałem pośpiesznie, przeczesując palcami moje kręcone włosy.
Patrząc na Jessie'ego i jego zachowanie, ucieszyłam się, bo chłopak raczej nie przypominał kogoś, przy kim bałbym się zasnąć, nawet widząc go pierwszy raz w taki sposób.


niedziela, 11 lutego 2018

Jesse 3

Dopiero po chwili, gdy uslyszalem glos nowego wspollokatora, obudzilem sie jakby z chwilowego snu. Lekko zmieszany widzac jego wyraz twarzy i to jak patrzy na moja zakrwawiona koszulke postanowilem przywitac sie, co powinienem zrobic juz przy samym wejsciu, a nie wpatrywac sie w niego jak w kawalek pizzy z duza iloscia sera (to chyba jedyne dobre porownanie do tego w jaki sposob to zrobilem).
-Czesc, umm, mialem maly wypadek.....-powiedzialem energicznie lapiac go za reke, lekko przyciagajac go do siebie.
Spojrzalem mu w oczy i po paru sekundach odsunalem sie, odrobine zaklopotany puscilem jego dlon.
-Mam na imie Jesse, milo mi cie poznac. -powiedzialem, po czym spojrzalem w lustro obok nas i zobaczylem jak glupkowato wygladam w opatrunku zalozonym przez pielegniarke. 
Moze to troche dziwnie zabrzmi, ale w tamtym momencie wolalbym wygladac troche lepiej i zrobic na nim lepsze wrazenie. Niestety moja brudna koszulka i obolaly nos nie pomagaly mi w tym. 
W tamtym momencie pomyslalem, ze najlepiej bedzie jesli zabiore moja niechlujnie rzucona torbe na ziemie i skieruje sie do mojej czesci pokoju, bo zachowywalem sie dosc dziwacznie.

wtorek, 11 kwietnia 2017

I 2 I Evan

Nie do końca wiedziałem co robić. Nie uśmiechało mi się za bardzo wychodzić stąd i szukać sobie towarzystwa. Z nudów otworzyłem ogromną walizkę i przeglądałem różnorakie rzeczy, które przytargałem ze sobą. Naglę, usłyszałem kliknięcie klamki za moimi plecami, więc szybko się w tym kierunku obróciłem. W szeroko rozwartych drzwiach stanął chłopak mniej więcej mojego wzrostu. Nie widząc mnie przy samym wejściu, bezceremonialnie rzucił torbę, którą trzymał, na ziemie. Gdy wreszcie uniósł tęczówki w moją stronę, wyglądał jak spetryfikowany. Nie odezwał się nawet słowem, a jego oczy się rozszerzyły. Nie do końca wiedziałem, jak na to zareagować, wiec po prostu staliśmy w ciszy, jednak widząc, że chłopak chyba nawet nie mrugał, przełknąłem głośno ślinę i  wysiliłem się na szeroki uśmiech.
-Cześć, jestem Evan i prawdopodobnie będziesz musiał wytrzymać ze mną dość długi czas.-podeszłam i wyciągnąłem pewnie dłoń w stronę nieznajomego. Obserwowałem jego twarz, ale w momencie, gdy zauważyłem, że coś nie tak jest z jego nosem, zjechałem niżej.  Miał ogromną, szkarłatną plamę na koszulce. Zrobiłem krok w tył, kąciki moich ust zgięły się w drugą stronę, a moja wyciągnięta ręka prawie ugięła się ku dołowi. - Widzę, że już pierwszego dnia nie próżnowałeś...



poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Jesse~2

Z walizką pełną ubrań i komiksów wszedłem do budynku, w którym od tego czasu będę mieszkał oraz uczył się aż do ukończenia szkoły. Na szczęście nie musiałem trudzić się jakimikolwiek formalnościami, bo mój ojciec wszystko za mnie załatwił, byłem mu za to bardzo wdzięczny, bo nie lubię za bardzo kłopotać się takimi sprawami. Dzięki temu, że jestem bogatym, słodkim chłopcem, wiedziałem, że poradzę sobie nawet w takim okropnym miejscu jak to. Kierowałem się powoli w stronę pokoju numer 21, który najprawdopodobniej będę z kimś dzielił i miałem nadzieję, iż mój współlokator nie będzie jakimś tępym osiłkiem. Idąc prosto przez korytarz ze ścianami w kolorze zgniłozielonym rozmyślałem o tym jaki mógłby być mój idealny współlokator i w pewnym momencie stwierdziłem, że było to do mnie bardzo niepodobne i nie do końca to wszystko rozumiałem. Lekko zażenowany, ze spuszczoną głową szedłem dalej i nagle z prawej strony ktoś o masywnej posturze szybkim ruchem otworzył drzwi (najprawdopodobniej było to pomieszczenie, w którym odbywają się zajęcia dla osób zamieszkujących to miejsce).
Zostałem solidnie uderzony w twarz przez co upadłem na ziemię i jakiś czas zastanawiałem się co właściwie się stało. Przez kilka sekund spoglądalem z głupkowatym wyrazem twarzy na jakiegoś, najprawdopodobniej, tępego osiłka o zielonych oczach i jasnych blond włosch, który patrząc na moją dłoń próbującą zatamować krwotok z nosa dał radę wykrztusić tylko:
''Yyyyy...nic ci nie jest młody?'' po czym wziął mnie na ręce (w sumie było to dla mnie wielkim szokiem, bo mam około metr osiemdziesiąt wzrostu i jestem dość dobrze zbudowany) i z lekko zaczerwienioną twarzą zacząłem kierować się z blondynem najprawdopodobniej w stronę gabinetu pielęgniarki.
Po chwili spostrzegłem, że idzie za nami niska Azjatka z wielkimi czarnymi okularami na drobnym nosie i z trudem niesie moją torbę.
-Wiesz, dziękuje ci, ale chyba dam radę iść sam...- powiedziałem speszony całą tom sytuacją  po czym zielonooki chłopak postawił mnie na ziemię i podziękowałem niskiej dziewczynie za zabranie mojej walizki spod klasy. Urocza krótkowłosa Azjatka schowała się za plecami zdziwionego osiłka i oboje spoglądali na mnie ze zdziwieniem.
-Masz całą zakrwawioną koszulkę..- wydukała mała osóbka cichym, subtelnym głosem.
-Chodź młody, zaprowadzimy cię do pielęgniarki- oznajmił blondyn i skierował się w prawą stronę korytarza do pomieszczenia oznaczonego numerem 35.

Kiedy weszliśmy do gabinetu młoda kobieta w białym fartuchu z dużym dekoltem, o całkiem niezłych kształtach spojrzała na moją zakrwawioną twarz, po czym zwróciła wzrok w stronę blondyna mówiąc:
''Znowu kogoś uderzyłeś... Tyle z tobą kłopotów, John, chyba będę zmuszona cię ukarać'' w tym momencie spojrzałem pytająco na zaczerwienionego blondyna (całkowicie nie pasował do niego ten wyraz twarzy) i widocznie rozzłoszczoną tą całą sytuacją niską uczennicę stojącą obok niego.
Po założeniu opatrunku pożegnałem się z Johnem i jego przyjaciółką.
Nagle zrozumiałem że pokoje są całkowicie pomieszane i pokój 21 był na przeciwko gabinetu pielęgniarki. Byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy, że nie muszę znowu błądzić po tej obskurnej szkole i postanowiłem stanowczo wejść do środka, nacisnąłem klamkę, uchyliłem szeroko drzwi, rzuciłem moją torbę na ziemię i nagle zamurowało mnie po tym jak ujrzałem kogoś urokliwego, kto najprawdopodobniej był moim współlokatorem, doszło do tego, że wpatrywałem się tak przez dłuższą chwilę (co było do mnie dość niepodobne).

wtorek, 31 stycznia 2017

I 1 I Evan

Nie mam pojęcia, w jaki sposób znalazłem się w obskurnym gabinecie, placówki dla nie-pełno-ogarniętej-młodzieży. Przełożyłem nogę na nogę i wpatrywałem się uparcie w ekran zablokowanego telefonu ze znudzoną miną. Mimo że nie wyglądałem z pewnością na zestresowanego tą całą irrealną sytuacją, nie byłem wstanie chociażby przeglądać tablicę znajomych, których możliwe, że nie zobaczę przez najbliższy czas. Druga ręka była ściskana przez moją rodzicielkę, która pomimo to, że uznała, iż dostałem to, co mi  się należało od dłuższego czasu, była załamana. Pojedyncze łzy spływały po jej czerwonych policzkach. Zadawała kolejne pytania łysiejącemu dyrektorowi, który był ubrany w lekko za ciasny garnitur, a jego... zapachem bym tego nie nazwał, przychodził na myśl skoszoną trawę, mokrego psa oraz nutkę spalenizny. Na szczęście, w momencie, gdy miałem już ochotę warknąć na tę dwójkę, starszy mężczyzna w stanął zza biurka, zasłoniętego masą papierów, spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem i wskazał drzwi. Zanim jednak wyszedłem, zabrał mocno ściskane przeze mnie urządzenie. Spojrzałem ostatni raz na telefon, który był ostatnią rzeczą przypominającą o tym, że dalej coś znaczę. Z zaciśniętymi ustami, oddałem go w ręce mężczyzny i kopiąc leżący koło drzwi, kosz na śmieci, wyszedłem na korytarz, trzaskając głośno drzwiami.


-Na pewno nikogo tam nie ma?-drobna brunetka zadawała po raz kolejny to samo pytanie. Nic dziwnego, chyba pierwszy raz robiła to, czego jej rodzice by nie pochwalili.
-Oczywiście, nie masz czym się przejmować, Queenie- wyszczerzyłem do niej szereg białych zębów i obiegłem ją ramieniem. Na co dziewczyna lekko się speszyła, powodując większy uśmiech na mojej twarzy.- Po pierwszej butelce, będzie o wiele lepiej.
Szliśmy na początku pochodu, składającego się z sześciu osób. Dalej trzymałem dziewczynę w objęciach, skupiając prawie całą swoją uwagę na niej, odpowiadając od czasu do czasu znajomym, którzy wykrzykiwali przeróżne rzeczy, będąc już najwyraźniej lekko wstawionym. Zanim doszliśmy do domu, w którym mieliśmy się trochę zabawić, było już kompletnie ciemno. Jedynie co oświetlało drogę, przez mniej uczęszczaną część miasta, były pojedyncze lampy stojące, przy pustej ulicy. Tak jak zaplanowaliśmy, dom był zupełnie pusty, w żądnym oknie nie paliło się światło. Może nie o tyle, że nie chciałem brudzić sobie palców, wolałem spędzić każdą wolną chwilę przy dziewczynie, która najwyraźniej odwzajemniała zainteresowanie moją osobą. Grzecznie poprosiłem Matta, wysokiego blondyna, aby zajął się wejściem do domu. Do moich uszu, dobiegł dźwięk tłuczonego szkła, a chwilę później drzwi wejściowe otworzyły się. Dałem odetchnąć na chwilę brunetce, chcąc przyjrzeć się lepiej wnętrzu dużego domu, które nie było szczególnie przytulne, jednak nie zależało nam, by posiedzieć w luksusach, tylko po prostu się napić  a później możliwe, że coś jeszcze. Wparowałem do salonu, w którym znajdowały się dwie, bordowe kanapy, idealnie pasujące do wzorzystej tapety. Praktycznie rzuciłem się na jedną z nich, rozciągnąłem  się i chwyciłem od razu po jedną butelkę czystej wódki. Odkręciłem korek i upiłem duży łyk odpowiednika ambrozji. Wzdrygnąłem się, gdy płyn zapiekł mnie w gardle, jednak wziąłem jeszcze jednego, i przyłożyłem ją Queenie do ust, która najwyraźniej, wolała spędzić ten czas ze mną, niż z resztą moich przemiłych kolegów. Uniosłem brwi, kiedy niepewnie chwyciła butelkę i popatrzyła na mnie. Jednak po chwili, przycisnęła wódkę do ust i wzięła niewielkiego łyka. Głośno odkaszlnęła, a jej oczy lekko się zaszkliły, co spowodowało u mnie parsknięcie śmiechem. Rzuciła mi oskarżycielskie spojrzenie, muszę przyznać, że wyglądała naprawdę uroczo. Zabrałem butelkę z jej dłoni i wziąłem kolejnego łyka.
Mimo że pierwotnie miałem po prostu napić się ze znajomymi, zielonooka zmieniła moje plany. Kiedy kończyliśmy butelkę, byłem już lekko wstawiony, noo dobrze, bardzo wstawiony, tak samo, jak brunetka. Zaczęliśmy na kanapie, a skończyliśmy w jakimś pokoju gościnnym, tak mi się wydaję, na jednym łóżku. Może i liczyłem na coś więcej, niż na poleżeniu razem, dziewczyna zaczęła cicho chrapać, momencie gdy zacząłem rozwiązywać swoje buty. Zażenowany, zakląłem pod nosem i wyszedłem z pokoju, trzaskając drzwiami. Moja ochota na wszystko wyparowała wraz z odgłosami śpiącej dziewczyny. Zadzwoniłem po taksówkę i postanowiłem wrócić do domu. Moja matma raczej nie będzie szczęśliwa z takiego widoku, jednak nie zamierzam tutaj zostać ani chwili dłużej. Wyciągnąłem telefon i z plączącym językiem podałem adres ulicy. Przyglądałem się nieprzytomnym wzrokiem pomieszczeniu. Połowa osób poznikała, reszta leżała niczym martwa  na podłodze, wraz z pustymi butelkami.
Na moim zegarku była godzina wpół do trzeciej, gdy poczułem swąd spalenizny. Mimowolnie, poszedłem za nasilającym się zapachem. Gdy otworzyłem jeden z pokojów, gdzie znajdowała się tona książek, wytrzeszczyłem oczy, gdy ujrzałem, że połowa pokoju praktycznie była już zajęta ogniem. Na słabych nogach, pognałem do wyjścia, wrzeszcząc do osób spotkanych po drodze, że musimy się wynosić. Praktycznie wybiegłem z domu, nie mogąc uwierzyć, że taksówka właśnie w tym momencie przyjechała. Wskoczyłem do czarnego, wąskiego samochodu i ze strachem w glosie, nakazałem jechać taksówkarzowi na podany adres. Odetchnąłem z ulgą, gdy znaleźliśmy się parę kilometrów zdała od tego miejsca. Po 20 minutach znaleźliśmy się przed wejściem do mojego domu. Zapłaciłem mężczyźnie, mówiąc szczerze, nie pamiętam ile. Zakląłem pod nosem, gdy starałem się wepchnąć klucz  do dziurki od zamka. Wreszcie udało mi się wcelować i nie przejmując się nawet zamykaniem ich z drugiej strony, powędrowałem na drugie piętro do mojego pokoju. Nie zdejmując nawet butów czy kurtki, opadłem na wygodne łóżko i zasnąłem momentalnie.


Obudziły mnie głośne szlochy dochodzące z dołu. Bez wątpienia należały do mojej matki. Zerwałem się z łóżka i praktycznie podbiegłem do okna. Podparłem ręce na parapecie i próbowałem dojrzeć cokolwiek. Moje serce zamarło, gdy ujrzałem policyjny samochód przed moim domem. Ponownie wróciłem do mojego łóżka, jednak w pozycji siedzącej. Podparłem głowę rękoma, która bezwładnie uginała się w stronę kolan. Pomimo ogromnej ilości alkoholu doskonale pamiętałem każdy szczegół z wczorajszej nocy. Nie byłem wstanie się ruszyć. Płacz kobiety, którego nie było widać końca, potęgował ból mojej głowy. Spodziewałem się, że za moment przez drzwi wparuje dwójka funkcjonariuszy policji, w nieskazitelnych mundurach, opiętych na ich muskularnych ciałach, z długą brodą i wąsami oraz brutalnie wpakują mnie do niebiesko-srebrnego samochodu. Jednak wyglądało to inaczej. Po kwadransie dalej nie słyszałem stukotu towarzyszącego wchodzeniu po schodach. Nieśmiało uchyliłem drzwi od mojego pokoju. Wzrok mojej rodzicielki, która miała podpuchnięte oczy od płaczu, oraz dwójki policjantów różniących się sporo od tych z mojej wyobraźni, zwróciły  się na mnie.
-Chodź tutaj, Evan.- w jej głosie było można usłyszeć smutek i rozczarowanie.
Posłusznie podreptałem w ich stronę, zatrzymując się na moment przy ogromnym lutrze.  Na mojej bladej twarzy, która w tym momencie była jeszcze bardziej białą, odbijało się zmęczenie, kręcone włosy znajdowały się w większym nieładzie niż zwykle, a wczorajsze ubrania były wymiętolone i niepachnące tak dobrze, jak wcześniej, co pewnie było zasługą alkoholu. Raczej nie będzie to przemawiać na moją korzyść.
-Coś się stało?- próbowałem przybrać najbardziej znudzoną minę, na jaką było mnie stać.
Nie dostałem żadnych wyjaśnień, tylko zostałem grzecznie poproszony o udanie się wraz z mężczyznami na komendę. Ten wyższy, z gładko ogoloną twarzą oraz różowych policzkach, chwycił mnie pewną dłonią za ramię i wyprowadził.
W momencie, gdy zostałem prawie wepchnięty do środka pojazdu, moja matka chwyciła mnie za skrawek kurtki. Spojrzałem na nią, z nadzieją, że zaśmieje się sztucznie i oznajmi, że to był tylko żart. Jednak nie to wydobyło się z jej ust.
-Mogę przynajmniej zawieźć syna swoim samochodem?-kobieta przeniosła wzrok na policjanta, który niewzruszony na jej zawodzenie, odmówił.
Podczas drogi na komendę, tępo wpatrywałem się w okno, nie skupiając większej uwagi na niczym.

Wiedziałem, że upieranie się, iż byłem kompletnie w innym miejscu i nie mam nic wspólnego z tym wszystkim, było bezsensowne. Mimo tego, że znam większość moich znajomych kilka lat, wątpiłem, aby żaden z nas nie wolał podzielić się wszystkimi szczegółami, w zamian za lżejszą karę. Potwierdziłem tezę, iż włamałem się do tego domu, jednak nie mam nic wspólnego ze spaleniem domu. Odetchnąłem też z ulgą, słysząc, że nikomu się nic nie stało.


Parę godzin później, wyszedłem z budynku wraz z matką. Do czasu rozprawy w sądzie, mogłem nacieszyć się ostatnimi dniami wolności. Gdy wreszcie znalazłem się w naszym samochodzie, odetchnąłem głośno i odwróciłem głowę w prawą stronę, nie mając odwagi nawet spojrzeć na nią kątem oka.  Niestety na dłuższych światłach, przerwała tak bardzo upragnioną mi, ciszę.
-Wszystko potrafisz zepsuć, Evan.-nie wiedziałem, co powiedzie.- Ile razy powtarzałam, że skończy się to w taki sposób dla ciebie. Tym razem dostaniesz to, na co zasłużyłeś.
-Przecież już mówiłem, że to nie była tym razem moja wina, że ten dom się sfajczył.-syknąłem, dalej nie odrywając nosa od prawej szyby.
-Oczywiście, ostatnim razem, gdy wróciłeś z poobijaną twarzą, to też nie była twoja wina.
-To było co innego.-parsknąłem śmiechem.-Ja nawet nie palę. Nie wiem, chyba nie uważasz, że jestem aż tak głupi, by podpalić coś dla zabawy.
-To cię bawi? Myślałam, że chociaż czegoś cię to nauczy.- słyszałem, że znowu zbiera się jej na płacz, mimo to nie odpuszczałem.
-Nic się do cholery nie stało przecież.- dużo ode mnie wymagało, by po prostu nie wyjść z samochodu i głośno trzasnąć drzwiami. Zamiast tego, tylko mocno szarpnąłem pasem.
Kobieta przetarła lewą ręką oczy i więcej się do mnie nie odezwała.


Czas do rozprawy spędziłem głównie w swoim pokoju, nie mając ochoty na rozmowę z kimkolwiek, a zwłaszcza z moją matką, która zagroziła, że jeśli opuszczę dom, zadzwoni na policje. Nie brałem tego na poważnie, ale jednak nie chciałem sprawdzać, czy jest w stanie to zrobić.
Dzień rozprawy nie był za ciekawym doświadczeniem. Nie licząc nakazu sądu o umieszczenie mnie w zakładzie poprawczym, skończyłem z czerwonym policzkiem, który odczuwałem do końca tego paskudnego dnia. Cudowna Queenie, z feralnego wieczoru, oczywiście zarówno jak matka, obwiniła mnie o to, że zniszczyłem jej życie. Wzruszyłem tylko lekko ramionami i ją zostawiłem. 


W taki sposób stoję przed drzwiami pomieszczenia, które będzie moim domem przez najbliższy czas. Zanim nacisnąłem klamkę, rozejrzałem się po pustym korytarzu, który w tym tej chwili przypominał mi scenerie z kiczowatego horroru. Popchnąłem drzwi i odetchnąłem z ulgą, nie widząc w środku nikogo innego. Normalnie cieszyłbym się z towarzystwa, ale mało prawdopodobne, że dzieliłbym pokój z jakimś nerdem, który został tu umieszczony, bo nie chciało mu się chodzić do szkoły. Mimo że znajdowało się tutaj wszystko podwójnie, cieszyłbym się z, chociaż paru dni bezpieczeństwa.