-Na pewno nikogo tam nie ma?-drobna brunetka zadawała po raz kolejny to samo pytanie. Nic dziwnego, chyba pierwszy raz robiła to, czego jej rodzice by nie pochwalili.
-Oczywiście, nie masz czym się przejmować, Queenie- wyszczerzyłem do niej szereg białych zębów i obiegłem ją ramieniem. Na co dziewczyna lekko się speszyła, powodując większy uśmiech na mojej twarzy.- Po pierwszej butelce, będzie o wiele lepiej.
Szliśmy na początku pochodu, składającego się z sześciu osób. Dalej trzymałem dziewczynę w objęciach, skupiając prawie całą swoją uwagę na niej, odpowiadając od czasu do czasu znajomym, którzy wykrzykiwali przeróżne rzeczy, będąc już najwyraźniej lekko wstawionym. Zanim doszliśmy do domu, w którym mieliśmy się trochę zabawić, było już kompletnie ciemno. Jedynie co oświetlało drogę, przez mniej uczęszczaną część miasta, były pojedyncze lampy stojące, przy pustej ulicy. Tak jak zaplanowaliśmy, dom był zupełnie pusty, w żądnym oknie nie paliło się światło. Może nie o tyle, że nie chciałem brudzić sobie palców, wolałem spędzić każdą wolną chwilę przy dziewczynie, która najwyraźniej odwzajemniała zainteresowanie moją osobą. Grzecznie poprosiłem Matta, wysokiego blondyna, aby zajął się wejściem do domu. Do moich uszu, dobiegł dźwięk tłuczonego szkła, a chwilę później drzwi wejściowe otworzyły się. Dałem odetchnąć na chwilę brunetce, chcąc przyjrzeć się lepiej wnętrzu dużego domu, które nie było szczególnie przytulne, jednak nie zależało nam, by posiedzieć w luksusach, tylko po prostu się napić a później możliwe, że coś jeszcze. Wparowałem do salonu, w którym znajdowały się dwie, bordowe kanapy, idealnie pasujące do wzorzystej tapety. Praktycznie rzuciłem się na jedną z nich, rozciągnąłem się i chwyciłem od razu po jedną butelkę czystej wódki. Odkręciłem korek i upiłem duży łyk odpowiednika ambrozji. Wzdrygnąłem się, gdy płyn zapiekł mnie w gardle, jednak wziąłem jeszcze jednego, i przyłożyłem ją Queenie do ust, która najwyraźniej, wolała spędzić ten czas ze mną, niż z resztą moich przemiłych kolegów. Uniosłem brwi, kiedy niepewnie chwyciła butelkę i popatrzyła na mnie. Jednak po chwili, przycisnęła wódkę do ust i wzięła niewielkiego łyka. Głośno odkaszlnęła, a jej oczy lekko się zaszkliły, co spowodowało u mnie parsknięcie śmiechem. Rzuciła mi oskarżycielskie spojrzenie, muszę przyznać, że wyglądała naprawdę uroczo. Zabrałem butelkę z jej dłoni i wziąłem kolejnego łyka.
Mimo że pierwotnie miałem po prostu napić się ze znajomymi, zielonooka zmieniła moje plany. Kiedy kończyliśmy butelkę, byłem już lekko wstawiony, noo dobrze, bardzo wstawiony, tak samo, jak brunetka. Zaczęliśmy na kanapie, a skończyliśmy w jakimś pokoju gościnnym, tak mi się wydaję, na jednym łóżku. Może i liczyłem na coś więcej, niż na poleżeniu razem, dziewczyna zaczęła cicho chrapać, momencie gdy zacząłem rozwiązywać swoje buty. Zażenowany, zakląłem pod nosem i wyszedłem z pokoju, trzaskając drzwiami. Moja ochota na wszystko wyparowała wraz z odgłosami śpiącej dziewczyny. Zadzwoniłem po taksówkę i postanowiłem wrócić do domu. Moja matma raczej nie będzie szczęśliwa z takiego widoku, jednak nie zamierzam tutaj zostać ani chwili dłużej. Wyciągnąłem telefon i z plączącym językiem podałem adres ulicy. Przyglądałem się nieprzytomnym wzrokiem pomieszczeniu. Połowa osób poznikała, reszta leżała niczym martwa na podłodze, wraz z pustymi butelkami.
Na moim zegarku była godzina wpół do trzeciej, gdy poczułem swąd spalenizny. Mimowolnie, poszedłem za nasilającym się zapachem. Gdy otworzyłem jeden z pokojów, gdzie znajdowała się tona książek, wytrzeszczyłem oczy, gdy ujrzałem, że połowa pokoju praktycznie była już zajęta ogniem. Na słabych nogach, pognałem do wyjścia, wrzeszcząc do osób spotkanych po drodze, że musimy się wynosić. Praktycznie wybiegłem z domu, nie mogąc uwierzyć, że taksówka właśnie w tym momencie przyjechała. Wskoczyłem do czarnego, wąskiego samochodu i ze strachem w glosie, nakazałem jechać taksówkarzowi na podany adres. Odetchnąłem z ulgą, gdy znaleźliśmy się parę kilometrów zdała od tego miejsca. Po 20 minutach znaleźliśmy się przed wejściem do mojego domu. Zapłaciłem mężczyźnie, mówiąc szczerze, nie pamiętam ile. Zakląłem pod nosem, gdy starałem się wepchnąć klucz do dziurki od zamka. Wreszcie udało mi się wcelować i nie przejmując się nawet zamykaniem ich z drugiej strony, powędrowałem na drugie piętro do mojego pokoju. Nie zdejmując nawet butów czy kurtki, opadłem na wygodne łóżko i zasnąłem momentalnie.
Obudziły mnie głośne szlochy dochodzące z dołu. Bez wątpienia należały do mojej matki. Zerwałem się z łóżka i praktycznie podbiegłem do okna. Podparłem ręce na parapecie i próbowałem dojrzeć cokolwiek. Moje serce zamarło, gdy ujrzałem policyjny samochód przed moim domem. Ponownie wróciłem do mojego łóżka, jednak w pozycji siedzącej. Podparłem głowę rękoma, która bezwładnie uginała się w stronę kolan. Pomimo ogromnej ilości alkoholu doskonale pamiętałem każdy szczegół z wczorajszej nocy. Nie byłem wstanie się ruszyć. Płacz kobiety, którego nie było widać końca, potęgował ból mojej głowy. Spodziewałem się, że za moment przez drzwi wparuje dwójka funkcjonariuszy policji, w nieskazitelnych mundurach, opiętych na ich muskularnych ciałach, z długą brodą i wąsami oraz brutalnie wpakują mnie do niebiesko-srebrnego samochodu. Jednak wyglądało to inaczej. Po kwadransie dalej nie słyszałem stukotu towarzyszącego wchodzeniu po schodach. Nieśmiało uchyliłem drzwi od mojego pokoju. Wzrok mojej rodzicielki, która miała podpuchnięte oczy od płaczu, oraz dwójki policjantów różniących się sporo od tych z mojej wyobraźni, zwróciły się na mnie.
-Chodź tutaj, Evan.- w jej głosie było można usłyszeć smutek i rozczarowanie.
Posłusznie podreptałem w ich stronę, zatrzymując się na moment przy ogromnym lutrze. Na mojej bladej twarzy, która w tym momencie była jeszcze bardziej białą, odbijało się zmęczenie, kręcone włosy znajdowały się w większym nieładzie niż zwykle, a wczorajsze ubrania były wymiętolone i niepachnące tak dobrze, jak wcześniej, co pewnie było zasługą alkoholu. Raczej nie będzie to przemawiać na moją korzyść.
-Coś się stało?- próbowałem przybrać najbardziej znudzoną minę, na jaką było mnie stać.
Nie dostałem żadnych wyjaśnień, tylko zostałem grzecznie poproszony o udanie się wraz z mężczyznami na komendę. Ten wyższy, z gładko ogoloną twarzą oraz różowych policzkach, chwycił mnie pewną dłonią za ramię i wyprowadził.
W momencie, gdy zostałem prawie wepchnięty do środka pojazdu, moja matka chwyciła mnie za skrawek kurtki. Spojrzałem na nią, z nadzieją, że zaśmieje się sztucznie i oznajmi, że to był tylko żart. Jednak nie to wydobyło się z jej ust.
-Mogę przynajmniej zawieźć syna swoim samochodem?-kobieta przeniosła wzrok na policjanta, który niewzruszony na jej zawodzenie, odmówił.
Podczas drogi na komendę, tępo wpatrywałem się w okno, nie skupiając większej uwagi na niczym.
Wiedziałem, że upieranie się, iż byłem kompletnie w innym miejscu i nie mam nic wspólnego z tym wszystkim, było bezsensowne. Mimo tego, że znam większość moich znajomych kilka lat, wątpiłem, aby żaden z nas nie wolał podzielić się wszystkimi szczegółami, w zamian za lżejszą karę. Potwierdziłem tezę, iż włamałem się do tego domu, jednak nie mam nic wspólnego ze spaleniem domu. Odetchnąłem też z ulgą, słysząc, że nikomu się nic nie stało.
Parę godzin później, wyszedłem z budynku wraz z matką. Do czasu rozprawy w sądzie, mogłem nacieszyć się ostatnimi dniami wolności. Gdy wreszcie znalazłem się w naszym samochodzie, odetchnąłem głośno i odwróciłem głowę w prawą stronę, nie mając odwagi nawet spojrzeć na nią kątem oka. Niestety na dłuższych światłach, przerwała tak bardzo upragnioną mi, ciszę.
-Wszystko potrafisz zepsuć, Evan.-nie wiedziałem, co powiedzie.- Ile razy powtarzałam, że skończy się to w taki sposób dla ciebie. Tym razem dostaniesz to, na co zasłużyłeś.
-Przecież już mówiłem, że to nie była tym razem moja wina, że ten dom się sfajczył.-syknąłem, dalej nie odrywając nosa od prawej szyby.
-Oczywiście, ostatnim razem, gdy wróciłeś z poobijaną twarzą, to też nie była twoja wina.
-To było co innego.-parsknąłem śmiechem.-Ja nawet nie palę. Nie wiem, chyba nie uważasz, że jestem aż tak głupi, by podpalić coś dla zabawy.
-To cię bawi? Myślałam, że chociaż czegoś cię to nauczy.- słyszałem, że znowu zbiera się jej na płacz, mimo to nie odpuszczałem.
-Nic się do cholery nie stało przecież.- dużo ode mnie wymagało, by po prostu nie wyjść z samochodu i głośno trzasnąć drzwiami. Zamiast tego, tylko mocno szarpnąłem pasem.
Kobieta przetarła lewą ręką oczy i więcej się do mnie nie odezwała.
Czas do rozprawy spędziłem głównie w swoim pokoju, nie mając ochoty na rozmowę z kimkolwiek, a zwłaszcza z moją matką, która zagroziła, że jeśli opuszczę dom, zadzwoni na policje. Nie brałem tego na poważnie, ale jednak nie chciałem sprawdzać, czy jest w stanie to zrobić.
Dzień rozprawy nie był za ciekawym doświadczeniem. Nie licząc nakazu sądu o umieszczenie mnie w zakładzie poprawczym, skończyłem z czerwonym policzkiem, który odczuwałem do końca tego paskudnego dnia. Cudowna Queenie, z feralnego wieczoru, oczywiście zarówno jak matka, obwiniła mnie o to, że zniszczyłem jej życie. Wzruszyłem tylko lekko ramionami i ją zostawiłem.
W taki sposób stoję przed drzwiami pomieszczenia, które będzie moim domem przez najbliższy czas. Zanim nacisnąłem klamkę, rozejrzałem się po pustym korytarzu, który w tym tej chwili przypominał mi scenerie z kiczowatego horroru. Popchnąłem drzwi i odetchnąłem z ulgą, nie widząc w środku nikogo innego. Normalnie cieszyłbym się z towarzystwa, ale mało prawdopodobne, że dzieliłbym pokój z jakimś nerdem, który został tu umieszczony, bo nie chciało mu się chodzić do szkoły. Mimo że znajdowało się tutaj wszystko podwójnie, cieszyłbym się z, chociaż paru dni bezpieczeństwa.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz