-Nie wiem, czy to dobry pomysl by juz pierwszego dnia o tym rozmawiac, jeszcze uznasz mnie za wariata, czy cos w tym stylu.- powiedzialem dosc przesmiewczym tonem, nadal nie odwracajac sie do wspollokatora.
Po chwili zaczalem wypakowywac komiksy. Znow lekko nachylilem glowe, by na niego spojrzec i zobaczylem jak jego palce rozplywaja sie w kreconych wlosach o kolorze czekolady. Gdy widzialem to w jaki sposob usmiecha sie do swojego odbicia sprawil, ze lekko parsknalem smiechem. Chwile po tym zrobilo mi sie odrobine glupio i przez to, ze sie rozkojarzylem wypadl mi z reki drugi tom Sandmana, a z nim kilka rysunkow, ktore specjalnie byly ukryte w srodku.
To chyba najgorsze co moglo mi sie w tamtym momencie przytrafic, (serio nie lubie gdy ktos je widzi, czuje sie wtedy naprawde zle, nawet moge przyznac, ze tego niecierpie) pospiesznie zaczalem je podnosic z puchatego dywanu obok mojego lozka i mialem nadzieje, ze Evan ich nie zobaczy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz